Menu Zamknij

Selenonauta

Czy niezależne grupy w USA przeznaczają pieniądze podatników na tajne projekty związane z obcymi ? Wywiad i opinia na ten temat byłego astronauty misji apollo Edgara Mitchella..


Jako były pilot myśliwca amerykańskiej marynarki wojennej i doktor inżynierii aeronautycznej Instytutu Technologii w Masachusetts, Edgar Mitchell był idealnym kandydatem do wzięcia udziału w kosmicznej misji Apollo. W 1973 roku pod wpływem głębokiego przeżycia, którym był powrót z Księżyca, założył Instytut Nauk Noetycznych. Od ponad 30 lat bada „kosmologię świadomości”. Jego celem jest ustalenie wspólnej płaszczyzny dla nauki i duchowości.

W 1997 roku Mitchell zażądał od Kongresu informacji, czy Stany Zjednoczone weszły w posiadanie statków Obcych, zdobywając w ten sposób nowe technologie. Uważa bowiem, że tak się właśnie stało i że było to częścią trwającego dziesięciolecia tajnego projektu, kierowanego przez pewne instytucje niezależne od prezydenta i Pentagonu.

Treść wywiadu:

EM: Po pierwsze jak już niejednokrotnie wspominałem, sam nigdy nie miałem styczności z UFO. Jestem jednak przekonany, że trwają tajne wysiłki w celu poznania technologii Obcych. Nie są już one nadzorowane przez instytucje rządowe, lecz stały się przedsięwzięciami niemal prywatnymi, opartymi na nieoficjalnym budżecie. Są to grupy absolutnie niezależne i przez nikogo nie kontrolowane.

Czy oprócz prośby skierowanej do Kongresu podjął Pan jakieś kroki, aby z nimi walczyć ?

EM: Konsultuje się z osobami, które uczestniczyły w tuszowaniu sprawy Roswell i innych miejsc. Ludzie ci pragnęliby teraz wszystko ujawnić, lecz nie chcą złamać danej przysięgi lojalności.

Dlaczego rząd w dalszym ciągu nie ujawnia tych spraw ?

EM: Można powiedzieć, że na początku takie postępowanie było usprawiedliwione. Takie wysoce tajne systemy ograniczonego dostępu i zaprzeczanie ich istnienia tworzą jednak gęstą sieć korupcji, władzę absolutną – i to właśnie się wydarzyło. Prawdopodobnie od czasów administracji Eisenhowera władze nie wiedzą, czym zajmują się te tajne programy. W dostępnych kartotekach nie istnieją żadne zapisy, tak więc nawet powołując się na Ustawę o Swobodnym Dostępie do Informacji nie można do nich dotrzeć. Odpowiadając na pytanie: rząd nie może niczego ujawnić, nie ma bowiem czego ujawniać. Dlatego wymyśla się takie historie, jak ta, że w Roswell do testów użyto manekinów.

Przeczytaj również:  Viktor Schauberger

Czego dowiedział się Pan o wydarzeniach z roku 1947 i późniejszych ?

EM: Mówi się, iż osoby piastujące niegdyś wysokie stanowiska ujawniają, że w Roswell naprawdę zdarzyła się katastrofa z udziałem Obcych. Jestem coraz bardziej pewien, że mówią prawdę. W końcu chodzi tu o ponad 150 osób z kręgów wojskowych i rządowych, których doświadczenie i ówczesną pozycję dokładnie sprawdzono. To była katastrofa UFO

W książce „Nazajutrz po Roswell” emerytowany pułkownik armii USA Philip J.Corso twierdzi, że pomagał w rekonstrukcji urządzeń ze statku kosmitów znalezionych na miejscu katastrofy. Przyczyniło się to podobno do rozwoju nowoczesnej ziemskiej techniki, np. produkcji procesorów lub włókien o wysokiej wytrzymałości. Czy sprawdzono tę relację ?

EM: Część z tych twierdzeń wydaje się zupełnie nieprawdziwa. Sam pułkownik Corso jednak faktycznie tam był i robił to, co mówi. Ale najwyraźniej wydawca jego książki dał się ponieść fantazji i trochę przesadził.

Na jakich zagadnieniach koncentruje się pański zespół podczas badań nad zjawiskiem UFO ?

EM: Badamy w jaki sposób różne tajne grupy zdobywają pieniądze od rządu. Istnieją rozmaite korporacje. Próbujemy działać w pewnych obszarach i chcemy dokładnie dowiedzieć się, skąd pochodzą fundusze. Gdy przegląda się oficjalne dane, niczego nie można się doszukać.

Czy „UFO”, które czasami możemy ujrzeć na niebie, jest wytworem tych tajemniczych grup ?

EM: Tego nie wiem. UFO to coś więcej; nawet rząd dokładnie nie wie, co. Być może najlepiej zorientowane są właśnie te grupy. To bardzo prawdopodobne. Jedna z największych dostrzeżonych formacji UFO – zwana obecnie „światłami z Phoenix” – przeleciała nad Sedoną, Tuscon i Phoenix w stanie Arizona. Statki składające się na nią miały kształt litery „V” lub trójkąta i każdy z nich liczył przynajmniej 300 metrów długości. Przez półtorej godziny tysiące mieszkańców Phoenix przyglądały się, jak przelatują nad miastem na wysokości 150-500 m, z prędkością nie większą niż 50-70 km na godzinę. Było to bardzo dziwne; UFO zazwyczaj nie porusza się tak powoli. Wszystko to wyglądało raczej na rozmyślny pokaz. Zastanawiający był również fakt, że prasa nie doniosła o tym przez 3 miesiące, a kiedy już to w końcu zrobiła – nie rozwodziła się nad tym tematem. Co więcej nigdy nie ogłoszono w tej sprawie żadnego oficjalnego komunikatu.

Przeczytaj również:  Wernher von Braun

W pańskiej książce „Szlakiem odkrywcy” prezentuje Pan prowokacyjne spostrzeżenia dotyczące holografii kwantowej. Czy jest Pan zdania, że ta nowa gałąź wiedzy pomoże wyjaśnić niektóre aspekty zjawiska UFO ?

EM: Ostatnio odkryliśmy, że emisja energii kwantowej z jakiegokolwiek przedmiotu jest dostatecznie spójna, aby poddać się podstawowym prawom holografii. Hologram kwantowy jest bogaty w informacje i działa również na odległość. Na przykład ten stół, przy którym właśnie siedzimy – możemy go poczuć. Istnieje także jego hologram – fala dostarczająca informacji w całym wszechświecie. Ten rodzaj holografii kwantowej pozwala wytłumaczyć cały szereg funkcji umysłowych – takich jak na przykład telepatia. Być może rzuci to również nieco światła na coś, co zdaje się być interakcją między kosmitami a ludźmi, czyli na tak zwane zjawisko uprowadzenia przez Obcych. Jeśli istotnie takie uprowadzenia się zdarzały, to od 40 lat musiało by ich być co najmniej 300 dziennie. Myślę, że taka kalkulacja przemawia raczej za typowo psychiczną naturą tego zjawiska.

Czego w przyszłości spodziewa się Pan po swoich badaniach ?

EM: Z całą pewnością nie będzie łatwo. Instytut Nauk Noetycznych zajmuje się niezwykle złożonymi zjawiskami i nie posiadamy na razie żadnych namacalnych dowodów na ich jakikolwiek związek ze zjawiskiem UFO. Pewne szczególne okoliczności i zeznania naocznych świadków wskazują jednak, że nasze teorie w kwestii pozaziemskich cywilizacji idą w słusznym kierunku.