Menu Zamknij

James Bond Johnson

Wczesnym popołudniem 8 lipca 1947 roku, redaktor miasta gazety Fort Worth Star-Telegram otrzymał wiadomość, że „Latający Dysk” odnaleziony dzień wcześniej na zewnątrz Roswell, Nowy Meksyk, był przewożony do bazy Sił Powietrznych Armii Fort Worth na analizę przez generała Rogera Rameya, dowódcę 8 Sił Powietrznych, i jego personel. Redaktor wysłał młodego reportera-fotografa do FWAAFB, aby relacjonował to wydarzenie.

Sześć zdjęć (z których pięć przetrwało) wykonanych przez Jamesa Bonda Johnsona stanowi dziś jedyny namacalny dowód na to, co rozbiło się na ranczu Fostera.

J. Bond Johnson (jak woli być nazywany) stał się wysoce wykształconym i szanowanym psychologiem oraz ministrem Metodystycznym.

Z jego opublikowanego życiorysu:

J. Bond Johnson, Ph.D. był nieuleczalnie ciekawy przez 74 lata. To doprowadziło go do pięcioletniej pracy jako reporter-fotograf dla Fort Worth Star-Telegram, wówczas największej gazety na południu — oraz do zdobywania stopni uniwersyteckich z dziennikarstwa, edukacji, teologii i psychologii na Texas Wesleyan, Texas Christian, Southern Methodist i Claremont.

Był stypendystą doktoranckim National Institute of Mental Health przez trzy lata szkolenia klinicznego z psychiatrii na podyplomowym Wydziale Psychiatrii, University of Southern California School of Medicine. Otrzymał również szkolenie kliniczne w U. S. Public Health Service Hospital w Fort Worth, TCU-VA Veterans Guidance Center w Fort Worth, Metropolitan Hospital w Norwalk, Tri-City Mental Health Authority w Pomona i Memorial Hospital Medical Center of Long Beach.

Przez 48 lat był ordynowanym ministrem Metodystycznym i od 1960 roku jest certyfikowanym i licencjonowanym psychologiem klinicznym w Kalifornii. Przez 31 lat prowadził prywatną praktykę jako psycholog kliniczny i konsultacyjny w Long Beach, specjalizując się w terapii rodzinnej, psychologii sportu i przemysłowej.

W 1970 roku założył Long Beach Youth Home, mieszkalną placówkę terapeutyczną i szkołę dla emocjonalnie zaniepokojonej młodzieży, a w 1974 roku założył Cedar House w Long Beach, które stało się krajowym modelem w leczeniu przemocy wobec dzieci i małżonków. Ostatnio przeszedł na emeryturę jako starszy pastor Pierwszego Kościoła Metodystycznego w San Pedro.

Był pionierem w badaniach nad etiologią zespołu stresu pourazowego, przeprowadzając wywiady z powracającymi jeńcami wojennymi, uciekinierami i omijającymi niewolę podczas trzech wojen. Służył jako kadet pilot Korpusu Powietrznego Armii podczas II wojny światowej, kapitan Korpusu Piechoty Morskiej (informacja publiczna) podczas konfliktu koreańskiego i specjalista ds. operacji psychologicznych Armii podczas wojny w Wietnamie.

Był konsultantem Rady Bezpieczeństwa Narodowego w Białym Domu, służył w Komisji Eisenhowera, która zrewidowała Kodeks Postępowania dla jeńców wojennych i był konsultantem Pentagonu dla „Operation Homecoming”, programu rehabilitacji Departamentu Obrony dla powracających jeńców wojennych po wojnie w Wietnamie. Jest emerytowanym pułkownikiem Armii Stanów Zjednoczonych po 33 latach aktywnej i rezerwowej służby. Był wielokrotnym prezydentem zarówno oddziałów Long Beach, jak i Los Alamitos Stowarzyszenia Emerytowanych Oficerów i jest dożywotnim członkiem Stowarzyszenia Korespondentów Bojowych Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych.

Johnson całkowicie zapomniał o incydencie, który pewnego dnia miał go uczynić sławnym, aż do około 1980 roku, kiedy zobaczył dokument telewizyjny będący częścią serii „In Search Of…”. Ten odcinek, oparty na niedawno opublikowanej książce The Roswell Incident (Moore i Berlitz), przedstawiał niektóre ze zdjęć, które zrobił w biurze generała Rameya.

Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że to dawne wydarzenie mogło być o wiele ważniejsze, niż ktokolwiek w tamtym czasie zdawał sobie sprawę. Od tego czasu udzielił licznych wywiadów badaczom Roswell i kilku organizacjom prasowym; wszyscy, którzy starają się odkryć, co naprawdę wydarzyło się w ’47.

Wspomnienia Johnsona o tym wydarzeniu przeszły przez kilka rewizji, częściowo, jak mówi, ze względu na „dwa lata intensywnych badań”. Różnice w szczegółach są niewielkie, ale kilku krytyków wykorzystało te rozbieżności, aby wzmacniać swoje opinie, że szczątki, które sfotografował Johnson, zostały jakoś podmienione, aby odwrócić zainteresowanie od prawdziwych szczątków, które zostały potajemnie przewiezione gdzie indziej.

Johnson został wprowadzony do biura gen. Rameya, aby odkryć, że na podłodze znajduje się „kilka” paczek zawierających szczątki. Niektóre z nich zostały już rozpakowane, a Johnson pomógł rozpakować resztę z nich, a następnie ułożył szczątki z majorem Marcelem, płk. DuBose’em i gen. Rameyem.

„Nie ma SPORU, że zdjęcia majora Marcela były inscenizowane. Ja je zainscenizowałem. Wielokrotnie publikowano, że pomogłem rozpakować szczątki „latającego spodka”, które Marcel przewiózł z Roswell do Fort Worth na rozkaz generała Rameya. Następnie „pozowałem” — układałem, wyświetlałem — ten śmieć w próbie stworzenia znaczącego zapisu fotograficznego, a następnie zrobiłem sześć słynnych zdjęć majora Marcela, generała Rameya i pułkownika [DuBose] badających szczątki.”

Po zrobieniu zdjęć Johnson pospieszył z powrotem do Star-Telegraph, aby wywołać i wydrukować zdjęcia. Było jeszcze wcześnie wieczorem, gdy skończył, ale już kilka innych organizacji prasowych, w tym agencje prasowe, domagało się tych zdjęć do swoich artykułów o „Latającym Dysku Roswell”.

Johnson „nie ma powodów, by sądzić, że to, co sfotografował, było czymś innym niż prawdziwe szczątki katastrofy Roswell”, które znalazł Mac Brazel, a Jessie Marcel przyniósł z rancza Fostera. To, że wygląda dokładnie tak, jak opisywane przez Maca, jego córkę Betty i Proctors, jest bardzo przekonującym dowodem. Sam Jessie Marcel zeznał, że zdjęcia pokazują rzeczy, które zebrał.