Menu Zamknij

Powrót do Roswell – Technologie z kosmosu

Kilkadziesiąt lat po rzekomej katastrofie UFO w Roswell, były oficer armii USA ujawnia, co znaleziono wśród szczątków statku obcych

Z cienia wyłonił się kapral z twarzą bladą jak ściana. Zdawał sobie sprawę, ze nie wykonał rozkazu. Złamał wszelkie zasady regulaminu dotyczące ściśle tajnych obiektów. Ale teraz było już za późno. Jego dotychczasowe życie legło w gruzach, nic już nie będzie takie jak przedtem….

„-Nie uwierzy pan, majorze. Niech pan sam popatrzy” – powiedział do majora Philipa J.Corso, oficera, który przyłapał go w zakazanym miejscu. „- O co chodzi?” – zdziwił się major i podszedł bliżej. Kapral nie musiał mówić już nić więcej. W jednej ze skrzyń przysłanych z Fort Bliss w Teksasie, leżało ciało dziwnej istoty.

Ofiary Katastrofy w Roswell

„Pomyślałem, ze to może zwłoki dziecka, które trzeba gdzieś przesłać” napisał później Corso w książce The Day After Roswell („Nazajutrz po Roswell”). „Istota przypominała człowieka, ale była… bardzo dziwna. Miała cztery stopy, a jej dłonie były zakończone czterema palcami. W wielkiej głowie o kształcie żarówki uwagę zwracały duże, skośne oczy. Nos był maleńki, prawie całkiem płaski. Major Corso przejrzał dokumenty, które nadeszły ze skrzyniami i znalazł w nich notatkę sporządzoną przez wywiad. Wynikało z niej, że zwłoki pochodzą ze szczątków pojazdu, który wcześniej, 4 lipca 1947 r., rozbił się na farmie w Roswell w Nowym Meksyku. Oświetliwszy latarką wnętrze magazynu znalazł jeszcze ponad 30 podobnych skrzyń opartych o ściany. Ktoś nadchodził, więc major szybko przykrył skrzynię brezentem i wyszedł z magazynu. Podszedł do kaprala o powiedział: „- Pamiętaj,nic nie widziałeś i nikomu nic nie mów”. Corso również wolał nie oglądać tych skrzyń ani ich zawartości po raz drugi. Los jednak zrządził inaczej.

W 1961 r., Corso był już pułkownikiem o dowódcą Sekcji Obcych Technologii w Departamencie Badań i Rozwoju Pentagonu.Jego sekcja zajmowała się odoskonalaniem uzbrojenia i „śledzeniem” technologicznych pomysłów obcych państw. W ramach tych badań jego podwładni rozbierali na części przechwycone rosyjskie MIG-i i porównywali je z amerykańskimi myśliwcami w celu sprawdzenia, czy zastosowano w nich leprsze rozwiązania.W połowie 1961 r. Corso został wezwany do swego dowódcy i przyjaciela zarazem, gen.Artura Trudeau. Generał zlecił mu tajne zadanie. Corso miał zbadać i ocenić zawartość kilkunastu skrzyń – jak się okazało,tych samych, które widział przed laty. Jedna po drugiej, skrzynie wniesiono do biura. Gdy upewniono się, że pomieszczenie jest zabezpieczone Corso przystąpił do oględzin. Tym razem w skrzyniach nie było ciał, jednak to, co w nich znalazł było równie niezwykłe.

Przeczytaj również:  Sławny kapitan marynarki: "Testowałem szczątki rozbitego UFO z Roswell"

Najpierw wyjął wiązkę elastycznych włókien, wykonanych z przezroczystego materiału podobnego do szkła. Gdy obrócił wiązkę w ręku, okazało się, że każde włókno emituje słabiutki promień światła. W skrzyni znajdowało się również kilkanaście kwadratowych płytek o grubości milimetra. Płytki były o tyle niezwykłe, że widoczny na nich skomplikowany wzór był wtopiony w masę plastyczną. Corso doszedł do wniosku, że to co widzi, przypomina nieco schemat obwodu elektrycznego, zupełnie inny jednak niż te, które spotykał dotychczas.

Zaawansowana technologia

Następnym przedmiotem wyciągniętym ze skrzyni był szary materiał podobny do zmatowiałej srebrnej folii. Jego niezwykłość polegała na tym, że w żaden sposób nie dawał się na trwałe odkształcić. Pułkownik składał go, zwijał i zgniatał, ale za każdym razem materiał wracał do poprzedniej formy. Obecnie „super wytrzymałe” tworzywa są powszechnie stosowane jednak w 1961 r. nikt jeszcze o nich nie słyszał. Przejrzawszy zawartość skrzyni Corso postanowił sprawdzić, co znajdzie w dokumentach, które dostarczono razem z ładunkiem. Ich lektura była jeszcze bardziej fascynująca od samych przedmiotów.

Listę rozpoczynał opis dwuczęściowych okularów. Były tak cienkie, jak ludzka skóra i pierwotnie tkwiły rzekomo na oczach istoty wydobytej z rozbitego statku kosmicznego. Urządzenie pozwalało widzieć przedmioty w ciemności. Przewróciwszy parę kartek, pułkownik Corso dotarł do schematu kolejnego urządzenia. Miało własne zasilanie i wyglądało jak gruba latarka. Promień kosmicznej „latarki” był jednak tak mocny, że przedmioty, na które go skierowano, stawały w płomieniach. Później Corso przeczytał o dziwnych okaleczeniach bydła, co nasunęło mu podejrzenia, że narzędzie to mogło być swoistym skalpelem chirurgicznym.

Ostatecznie w raporcie, który Corso sporządził dla gen.Trudeau, znalazły się następujące wnioski:prawdopodobnie istoty, przy których znaleziono przedmioty były zmutowanymi genetycznie, sklonowanymi humanoidami przybyłymi na Ziemię w celu zebrania biologicznego materiału do eksperymentów.
Zdaniem pułkownika, rząd USA miał tylko jedną możliwość – przygotować się na ewentualność konfliktu z cywilizacją bardziej zaawansowaną technologicznie poprzez próbę odtworzenia i skopiowania technologii odkrytych w szczątkach obcego statku. Trudeau przyjął jego sugestię i obaj zajęli się poszukiwaniem naukowców, którzy byliby w stanie tego dokonać.

Przeczytaj również:  Sławny kapitan marynarki: "Testowałem szczątki rozbitego UFO z Roswell"

W pierszej połowie lat 60. trwała zimna wojna i w USA panowała histeria antykomunistyczna. Wszędzie widziano rosyjskich szpiegów, a zachowanie tajemnicy wydawało się szczególnie trudnym zadaniem. Wydarzenia z niedawnej wojny w Korei przekonały Trudeau i Corso, że w armii amerykańskiej zbyt wiele jest przecieków, aby badania technologii z kosmosu powierzyć naukowcom wojskowym. Corso zdecydował się więc ukryć prawdziwe pochodzenie znalezionych fragmentów pod oględnym terminem „obce technologie” tak jakby chodziło o kolejnego przechwyconego MIG-a. Jak to sam ujął: „Obce technologie” były doskonałą przykrywką. Pozostało tylko znalezienie odpowiedniego zespołu naukowców.

Chociaż obaj oficerowie mieli dostęp do najlepszych wojskowych specjalistów, zdecydowali się oddać posiadane materiały zaufanym naukowcom z prywatnych przedsiębiorstw. W ciągu dwóch lat wszystkie urządzenia trafiły do wydziałów badawczych zakładów zbrojeniowych i firm telekomunikacyjnych, które specjalizowały się w dostawach dla wojska. Wojsko pokrywało wszelkie koszty badań, a nawet pozwalało swoim kontrahentom na opatentowanie rozwiązań technicznych skopiowanych od Obcych jako własnych odkryć i wynalazków.

Cudowne Wynalazki

W latach 60 w wielu z tych firm dokonano „cudownych odkryć”, a niemal wszystkie spośród urządzeń, które swego czasu Corso wyciągnął ze skrzyń trafiły do arsenału sił zbrojnych USA. Światłowody, układy scalone, noktowizory, lasery i super wytrzymałe tworzywa stały się wkrótce powszechnie znane. Corso twierdzi wręcz, że każdy użytkownik odtwarzacza CD, telefonicznych łączy transatlantyckich, lub nowoczesnego komputera, korzysta z owoców badań technologii pozaziemskiej. Wersja zdarzeń przedstawiona w książce pułkownika Corso nie jest jednak całkiem spójna.

Krytycy zwracają uwagę na fakt, iż cała ta historia opiera się na jednym podstawowym założeniu – że przedmioty opisane przez Corso istotnie pochodziły ze szczątków rozbitego statku kosmitów. Jeśli jednak – jak z uporem twierdzi Pentagon – w Roswell nie było żadnej katastrofy UFO, to relacja pułkownika jest jedynie dowodem potęgi jego wyobraźni. Wszystko zatem sprowadza się do pytania, kto jest bardziej wiarygodny: armia USA czy raczej jej emerytowany pułkownik, który całą swą wieloletnią służbę spędził w samym sercu wywiadu ?

Przeczytaj również:  Sławny kapitan marynarki: "Testowałem szczątki rozbitego UFO z Roswell"

Nawet ci, którzy nie wierzą w katastrofę w Roswell ani w relację Corso o pracach nad rekonstrukcją technologii Obcych, przyznają, że istotnie na początku lat 60. zanotowano gwałtowny rozwój najnowocześniejszych technologii. Lasery i światłowody nie były wcale logicznymi następstwami dotychczasowego rozwoju nauki. Wynalazki te zrewolucjonizowały dziedziny, w których znaleziono dla nich zastosowanie. Czy jednak jest to wystarczający dowód na to, że nowa technologia miała pozaziemskie korzenie ?

Właściwie nie ma dowodów, które pozwalałyby ostatecznie potwierdzić, bądź odrzucić twierdzenia pułkownika Corso. Zwolennicy jego teorii podkreślają, że nienaganny przebieg służby jest doskonałym dowodem jego wiarygodności. Z drugiej strony oponenci Corso twierdzą, że powolny postęp badań, których ostatecznym rezultatem były owe wynalazki, jest świetnie udokumentowany i że prace te rozpoczęto znacznie wcześniej niż w 1961 roku. Dokumenty takie można jednak sfałszować, aby ukryć prawdziwe pochodzenie niezwykłych „odkryć”.

Każdy ma swoje zdanie

Jak to zwykle bywa w świecie ufologii, niezwykle trudno jest rozstrzygnąć, po której stronie leży prawda. Każdy może sobie dobrać tak argumenty, aby pasowały do jego przekonań. Również pułkownik Corso może mówić prawdę, może też najzwyczajniej w świecie żerować na zainteresowaniu, które budzą sprawy związane z UFO i wojskowymi tajemnicami. Jak było naprawdę, nie wiemy i prawdopodobnie jeszcze długo się nie dowiemy.